Stanisław Łucarz SJ

Paschalny wymiar życia konsekrowanego.

Konferencja na Dzień Życia Konsekrowanego dla osób konsekrowanych Diecezji Tarnowskiej

Wyższe Seminarium Duchowne w Tarnowie

2.02.2014. 

    Witam Drogie Siostry, Ojców, Braci,

    Rozpoczniemy tę konferencje od modlitwy do Ducha Świętego, krótkiej, ale bardzo ważnej: Przyjdź Duchu Święty napełnij serca Twoich wiernych i zapal w nich ogień twojej miłości przez Chrystusa Pana Naszego. Amen.

    Jest rzeczą niesamowicie ważną, abyśmy wzywali Ducha Świętego. Bardzo ważną rzecz mówi nam bowiem jeden z najpiękniejszych hymnów Kościoła śpiewanych zresztą w Święto Zesłania Ducha Świętego, który nie najlepiej został przetłumaczony na język polski. Jest to wprawdzie tłumaczenie piękne od strony literackiej, ale, niestety, niedokładne To hymn Przybądź Duchu Święty. Mówi on w jednej ze zwrotek po łacinie: Sine tuo numine, nihil est in homine, nihil est innoxium. Przetłumaczono to na język polski: bez twojego tchnienia cóż jest wśród stworzenia, jeno cierń i nędze. Tymczasem tekst łaciński tłumaczony dosłownie mówi:  Bez Twojej Bożej mocy nie ma nic w człowieku, nie ma nic, co by nie było szkodliwe. Jest rzeczą bardzo ważną, abyśmy sobie to uświadomili, że w nas wszystko jest szkodliwe bez mocy Ducha Świętego, a to dlatego że działają w nas konsekwencje grzechu pierworodnego, a te konsekwencje sprawiają, że żyjemy dla siebie. To jest skutek grzechu pierworodnego, że żyjemy dla siebie, nie dla Boga. I jeśli nie działa w nas Duch Święty, Duch Jezusa Chrystusa, wszystko robimy dla siebie. Nawet się nawracamy dla siebie. Jesteśmy zamknięci w kręgu własnej niemożności, w kręgu własnego egoizmu. Ja często powtarzam, że egoista chce przestać być egoistą z motywów egoistycznych. Nic się nie da zrobić, ale zbawienie przychodzi od Pana. Dlatego wzywamy zawsze Ducha Świętego, żeby On w nas działał i żeby On w nas sprawiał to, co Boże, żeby to, co ja głoszę nie służyło mojej chwale, ale żeby rzeczywiście było dla waszego pożytku i żebyście Wy, Drodzy Ojcowie i Siostry, też przyjmowali to ku waszemu nawróceniu, a nie po to, żeby się czegoś dowiedzieć. Bo wiedza wcześniej czy później nam wyparuje. Na pewno, gdy przyjdzie starcza demencja. Natomiast to, co sprawia Duch Święty pozostaje. Może macie doświadczenie rzeczywiście świętych naszych braci i sióstr, ojców. Ja mam doświadczenie takich, którzy już byli zdemenciali, ale widać było, że są święci. Widać było, że Pan Bóg ich przekształcił. Tak jak też mam doświadczenie innych ludzi, nieprzekształconych, w których to co ukryte, to co przez własną inteligencję, siłę woli, byli w stanie ukrywać przez większą część swojego życia i tak - jak mówi Ewangelia - na jaw wyszło (por. Łk 8,17).

    Ja na tą dzisiejszą konferencję wybrałem pewien temat, który bardzo odpowiada tej sytuacji, w której jesteśmy: w kaplicy przy Panu Jezusie Eucharystycznym, a Eucharystia i Jezus Eucharystyczny to jego Pascha. A więc chcę mówić o wymiarze paschalnym życia konsekrowanego. To jest wymiar fundamentalny dla całego chrześcijaństwa. Chrześcijaństwa nie ma bez Paschy.

Czym jest Pascha?

    Jak każą nam wielcy mistrzowie, na początku trzeba zrobić coś takiego, co w scholastyce nazywało się explicatio terminorum czyli wyjaśnienie pojęć, którymi się posługujemy. Jeśli chodzi o życie konsekrowane to wszyscy rozumiemy, w czym rzecz natomiast, gdy chodzi o paschę, nie jest to takie oczywiste, zwłaszcza że już w II w. Orygenes jeden z największych teologów kościoła pierwotnego miał z tym problem, bo wiedział, że już ówcześni chrześcijanie na przełomie II i III w. źle rozumieli paschę i ponieważ greckie słowo pascho znaczy cierpieć kojarzyli paschę z cierpieniem i my kiedy słyszymy pascha, kiedy słyszymy misterium paschalne od razu nam się to kojarzy z cierpieniem. Może nie wszystkim ale zapewne większości. Otóż mówi Orygenes do ówczesnych chrześcijan: Bracia nie ośmieszajcie się przed braćmi Hebrajczykami, bo pascha nie oznacza cierpienia. Oznacza coś innego. I odwołuje się do korzenia hebrajskiego tego słowa pesach, które oznacza po prostu przejście.

Wymiary paschy

Pascha w przyrodzie

     I to jest, drodzy bracia i siostry, rys objawienia Bożego od samego początku. Od wieczności można by powiedzieć, bo te paschę ma my już w stworzeniu, mamy już w przyrodzie. Świętują ją już ludy pierwotne. Zresztą Izrael, zanim wyszedł z Egiptu obchodził już święto paschy w przyrodzie. To znaczy „przejście”, bo to znaczy dokładnie pascha - przejście ze śmierci do życia w przyrodzie. I to świętowano zawsze na wiosnę, dokładnie wtedy, kiedy Izrael teraz świętuje Paschę, kiedy my świętujemy Wielkanoc. To zawsze była pierwsza wiosenna pełnia księżyca. Pascha w przyrodzie. Zima jako śmierć i wiosna przychodząca jako nowe życie, które śmierć zwycięża. I człowiek jeszcze przed Paschą Izraela, przed wyjściem z Egiptu odnosił to do Boga, bo Pan Bóg jest Dawcą życia także w przyrodzie. Także tego naszego życia fizycznego, naszej cielesności, to jest dar Pana Boga. I to nasze ciało ma strukturę Boską. Człowiek jest stworzony na obraz Boży, także w tym wymiarze, bo dla Biblii człowiek jest jednością ciała, duszy i ducha. To jest ten fundamentalny, pierwszy wymiar paschy.

Pascha Izraela

     Druga pascha, drugi jej wymiar, wyższy to wymiar psychiczny i tego doświadcza Izrael, kiedy wychodzi z Egiptu. Izraelici – jak wiemy - byli w Egipcie niewolnikami, a człowiek zniewolony, niewolnik nie może się rozwijać psychicznie. Nie może tworzyć wolnych relacji. Człowiek zniewolony nie może kochać. Niewolnik nie kocha. Nasze posłuszeństwo, uwaga, nie jest zniewoleniem. I Pan Bóg dokonuje tej paschy, uwalniając Izraela i otwierając go na możliwość rozwoju na tym drugim poziomie - psychicznym, tym poziomie miłości, dlatego też Izrael dopiero po wyjściu z Egiptu otrzymuje przykazanie miłości, nie wcześniej. Wcześniej nie ma żadnych przykazań, kiedy już jest wolny, otrzymuje przykazanie miłości, aby mógł w tej miłości wzrastać. To dotyczy także naszej psychiki.

Pascha Jezusa Chrystusa

    I wreszcie ta trzecia, najważniejsza Pascha, to ta, która lokuje się na poziomie duchowym. Widzicie, drogie Siostry, drodzy Ojcowie, ile tutaj za biblijną wizją człowieka, bo Biblia postrzega człowieka w trzech wymiarach jako ciało, dusza, duch. Ten wymiar duchowy to najgłębszy wymiar. Ten, który dotyczy sensu naszego istnienia. To jest ten wymiar, na którym wchodzimy w relację najgłębszą z Bogiem. I która to relacja jest zablokowana przez grzech. Grzech jest śmiercią w wymiarze duchowym. I pascha Jezusa Chrystusa, to jest przejście ze śmierci grzechu, On stał się grzechem dla nas (por. 2 Kor 5,21) - mówi św. Paweł, wziął na siebie tę duchową śmierć, aby dać nam życie. Zwyciężył śmierć duchową, która objawia się w bezsensie życia i odnowił życie, jak mówi prefacja wielkanocna. Mortem nostram moriendo destruxit et vitam resurgendo reparavit – umierając zniszczył naszą śmierć i zmartwychwstając naprawił życie, które było zniszczone przez śmierć duchową. To jest ta najgłębsza pascha, w której my uczestniczymy, i której wyrazem jest w sposób szczególny Eucharystia - Jezus Chrystus eucharystyczny.

Źródło Paschy

     Ale skąd bierze się ostatecznie ta Pascha? Gdzie jest jej fundamentalne źródło? Otóż, jak mówi jeden z najwybitniejszych teologów, współcześnie żyjących, francuski teolog, benedyktyn, a więc też osoba konsekrowana Gislain Lafont[1], że życie Trójcy Przenajświętszej jest paschalne. A na czym polega Pascha Trójcy Przenajświętszej? Na tym, że Osoby w Trójcy Przenajświętszej są całe nakierowane na siebie nawzajem. Bóg jest Miłością. Trzeba byłoby powiedzieć: Bóg jest „agape”. To jest ten nowy wymiar, czy raczej nowa miłość, której świat nie znał, bo ona została zapoznana, zapomniana, zagubiona przez grzech pierworodny. Ten wymiar fundamentalny miłości, która polega na tym, że żyje się dla drugiego, że miłość jest tym, co się nazywa „pro-egzystencją”, byciem dla drugiego. I to jest najgłębsza istota Trójcy Przenajświętszej. Że Ojciec rodzi Syna i cały jest dla Syna, i że Syn cały jest dla Ojca, i że Duch Święty staje się Osobą jako uosobienie tej właśnie miłości. A więc miłość „agape” ma strukturę paschalną i kiedy Syn Boży przychodzi na ziemię, kiedy przyjmuje ludzkie ciało, nie robi nic specjalnego. On żyje tak, jak żyje Bóg. Żyje tą miłością, która jest już ukryta w przyrodzie, która jest już głęboko w naszym wymiarze psychicznym, i która jest obecna przede wszystkim w wymiarze duchowym. To, że logika paschy jest obecna w przyrodzie pokazuje sam Pan używając pewnego porównania, które ważne jest dla nas wszystkich, a dla mnie szczególnie… Kiedy w udręce walczyłem stojąc przed decyzją: przyjąć czy nie przyjąć święceń. Pamiętam, byłem wtedy w Gdyni. Patrzyłem na przepiękną Zatokę Gdańską połyskującą w słońcu i byłem straszliwie udręczony. Sięgnąłem po to, co robili też Ojcowie. Otwarłem sobie Pismo Święte na Ewangeliach i tam, gdzie się „przypadkowo” otwarło, znalazłem właśnie to słowo „jeśli ziarno pszeniczne wpadłszy w ziemie, nie obumrze, zostaje tylko samo, a jeśli obumrze przynosi plon obfity 12,24). Była to wtedy dla mnie wielka pomoc, tak wielka, że do dziś ją pamiętam, choć upłynęło już od tamtego czasu 25 lat z górą. Zobaczcie, Pan Jezus wskazuje nam na pewne elementy paschy w przyrodzie, gdzie ze śmierci przechodzi się do życia. Czyni ją symbolem swojej, a potem także i naszej paschy. Jezus Chrystus żyjąc tą miłością Trójcy, wchodzi w swoją paschę, bo ta miłość taka jest. Wchodzi żyjąc w nią żyjąc dla Ojca, pełniąc Jego wolę. Ale żyjąc też i dla nas, kochając do końca. Konfrontuje się z potwornością grzechu, która wyładowuje się na Nim, niszcząc Go jako człowieka. Zabijając Go. To się oczywiście dzieje wszystko przez konkretnych ludzi, ostatecznie za wszystkim tym stoi  cała straszliwa dynamika grzechu, to, co nazywamy też misterium nieprawości, którego znakiem jest krzyż: Jezus Chrystus zniszczony na krzyżu. Z jednej strony to znak i wyraz miłości, a z drugiej strony także obraz grzechu. Pascha Jezusa Chrystusa polega na tym, że On miłością zwycięża śmierć, zwycięża grzech i zwycięża bezsens. Bo najgłębszą istotą śmierci duchowej, jak już to mówiłem, jest bezsens. Życie Jezusa jest na wskroś paschalne. Wystarczy przeczytać hymn chrystologiczny zawarty w  2 rozdziale Listu św. Pawła Apostoła do Filipian. On, „istniejąc w postaci Bożej” nie traktował jak łup swojej równości z Bogiem, lecz „ogołocił samego siebie” stawszy się człowiekiem, a stawszy się Człowiekiem, przyjął postać niewolnika (tłumaczę tu dosłownie oryginał grecki), „stając się posłusznym aż do śmierci” i to jakiej śmierci - najgorszej, śmierci na krzyżu. Ten hymn pokazuje nam schodzenie Jezusa Chrystusa w dół z miłości, to co w teologii nazywamy Jego kenozą czyli ogołoceniem. To przechodzenie - patrząc po ludzku - od jednego absurdu w drugi. Ale ponieważ motorem tego wszystkiego jest „agape”, miłość, która jest w Bogu, „dlatego Bóg Go wywyższył i wskrzesił z martwych, i dał mu imię ponad wszelkie imiona, aby na imię Jezusa zgięło się każde kolano istot ziemskich i podziemnych, i niebieskich, i aby wszelki język wyznał, że Jezus Chrystus jest Panem”, że jest Kyriosem nad wszystkim. To jest pascha Jezusa Chrystusa – przejście i zwycięstwo nad wszystkim, co oznacza nonsens w naszym życiu. Co oznacza tę śmierć najgłębszą. Bo może wśród was są ludzie, którzy się nie boją śmierci fizycznej, ale bezsensu czy absurdu boi się każdy. I poprzez ten lęk steruje nami szatan, natomiast Jezus Chrystus pokonał szatana. Odebrał mu tę możliwość, by nas szantażował absurdem, bo dla chrześcijanina nie ma absurdu. Wszystko ma sens. Za wszystkim i we wszystkim jest miłość Boga.

Pascha w pierwotnym chrześcijaństwie i w sakramentach Kościoła

    Chrześcijaństwo pierwotne żyje paschą Jezusa Chrystusa w sposób rzucający się oczy. Widać to w życiu chrześcijan. To widać szczególnie w czasach prześladowań. Gdy się czyta opisy męczeństwa, to one pokazują właśnie paschę, z jednej strony słabość człowieka i wejście w śmierć, w bezsens, i zwycięstwo Chrystusa w chrześcijanach. Tę paschę Jezusa Chrystusa widać nie tylko w męczennikach, widać także w strukturze sakramentalnej Kościoła, widać ją w chrzcie. Ojcowie Kościoła będą cały czas podkreślać, że chrzest, jak mówił św. Paweł jest śmiercią wraz z Chrystusem i zmartwychwstaniem do nowego życia. Mówi św. Paweł „Jeżeliśmy z Nim współumarli, wespół z Nim i żyć będziemy” (2Tym, 2,11) Chrzest jest śmiercią starego człowieka i zmartwychwstaniem do nowego życia w Chrystusie. To jest ta najgłębsza istota, to znaczy doświadczenie mocy zwycięstwa Chrystusa nad śmiercią we własnym życiu. W chrześcijaństwie pierwotnym, jak wiemy,  przyjmowano chrzest jako dorośli. Rzadko kiedy chrzczono dzieci, dzieci chrzczono tylko wtedy, kiedy obydwoje rodzice byli chrześcijanami, a wszyscy którzy pochodzili z pogaństwa, byli przygotowywani przez długi czas do chrztu, aż mieli w sobie tę wiarę, to znaczy już doświadczali zwycięstwa Jezusa Chrystusa w swoim życiu. Św. Jan Chryzostom mawiał: „nie przyprowadzajcie mi do chrztu ludzi, którzy nie potrafią spontanicznie kochać swoich wrogów”. Zobaczcie, jako warunek do chrztu - miłość nieprzyjaciół. A miłość nieprzyjaciół jest uczynkiem na wskroś paschalnym, bo kochać nieprzyjaciela, to ryzykować śmierć, to wchodzić już w śmierć, zaglądać jej  w oczy. Bo mój nieprzyjaciel to ten, który niszczy mi życie, który mi je zatruwa powoli albo nagle. Kochać nieprzyjaciela to wystawić się na bezsens. Tego się absolutnie nie da zrozumieć. Mówcie komuś tak, to od razu traktują to jako przenośnię albo w ogóle tego nie słyszą. Może i nam się to przydarza, kiedy słyszymy w kazaniu na górze, gdy czytana jest Ewangelia o miłości nieprzyjaciół. Co my pod tym rozumiemy? Bo to jest rzecz absolutnie nieosiągalna o własnych siłach. To jest ewidentnie działanie Ducha Świętego. Moc Boga w człowieku to znaczy to przemienienie, które się dokonuje wraz z przyjęciem Jezusa Chrystusa i Jego paschy w siebie i to jest już w chrzcie. A czym jest bierzmowanie? Bierzmowanie to Duch Zmartwychwstałego, uzdalniającą nas do życia paschalnego. Nie jesteśmy w stanie tak żyć, to sprawia Duch Święty. Tak jak nie jest rzeczą możliwą, żeby dziewica poczęła dziecko, tak jest rzeczą nie możliwą, żebyśmy kochali nieprzyjaciół, to sprzeciwia się instynktowi samozachowawczemu. Dlatego może to sprawić jedynie Duch Święty w nas i to jest głęboki sens bierzmowania, tego co po łacinie nazywa się ładnie „confirmatio”, a więc umocnienia Duchem Świętym, abyśmy rzeczywiście żyli jak chrześcijanie. Bo życie chrześcijańskie to jest objawianie miłości Boga, która kocha także nieprzyjaciół. Jeśli to się nie objawia w Kościele, Kościół jest światu niepotrzebny. To jest sprawa niesamowicie poważna. Jeśli ta miłość, która objawiła się w Jezusie Chrystusie, nie objawia się w Kościele, Kościół jest światu niepotrzebny, bo jedyna jego misja to objawiać Boga, objawiać istotę Boga, to znaczy objawiać Jego miłość i prowadzić ludzi do tej miłości, czyli prowadzić ich do świętości. Wszystko w Kościele temu służy, wszystkie nasze powołania, wszystkie charyzmaty Kościoła i wreszcie ten sakrament, który jest niezwykle istotny, i w którym teraz  jakoś przez adorację uczestniczymy. Eucharystia nie jest niczym innym jak aktualizacją paschy Jezusa Chrystusa i naszym w niej liturgicznym uczestnictwem. Po to jest Eucharystia, abyśmy ustawicznie wchodzili w paschę Jezusa Chrystusa i wychodzili przemienieni i dlatego też jest tak ważną rzeczą na Eucharystii, że na początku wyznajemy, iż jesteśmy grzesznikami, a więc, że wisi nad nami śmierć, grzech. Wchodzimy w zwycięstwo Chrystusa nad śmiercią i wychodzimy jako nowi ludzie, aby mocą Chrystusa i Jego Ducha żyć paschą.

Charyzmat życia konsekrowanego w Kościele

    Teraz zobaczcie, co się dzieje w IV w. W 313 r. chrześcijaństwo staje się religią legalną, bo do 313 mnie więcej było prześladowane. Ostatnie prześladowanie Dioklecjana, straszliwie krwawe prześladowanie, kończy się 312.. W 313 Konstanty legalizuje chrześcijaństwo, sam wchodzi do katechumenatu, nieco później roku 392 Teodozjusz Wielki czyni chrześcijaństwo religią panującą. Chrześcijaństwo z religii prześladowanej staje się religią państwową. Masy ludzi wchodzą do Kościoła i stają się chrześcijanami. W tych kilkudziesięciu latach sytuacja zmienia się diametralnie. Tak jak wcześniej, jeśli ktoś został chrześcijaninem to mógł się liczyć z konsekwencjami różnego typu, po śmierć włącznie. Tak teraz jest dokładnie na odwrót. To właśnie chrześcijanie są urzędnikami, oficerami w wojsku, na dworze robią karierę i tak dalej. Także w Kościele robi się karierę. Sytuacja się odwraca. I co się okazuje? Że w IV w. zaczynają ginąć znaki paschy w Kościele. Nie widać jej w życiu chrześcijan, bo katechumenat, w którym wcześniej przez lata przygotowywano ludzi do chrztu, pęka w szwach, nie jest w stanie przerobić tych mas, które wchodzą do Kościoła i chrześcijaństwo, blask chrześcijaństwa, świadectwa chrześcijańskiego tego, co się nazywa „martyría”, przygasa. Ale Pan Bóg nie może pozwolić na to, by Kościół przestał świecić. Kościół musi świecić. Musi być światłem. Musi być – jak mówi Konstytucja Dogmatyczna o Kościele soboru Watykańskiego II – Lumen gentium czyli Światłem dla pogan. Dlatego w tym samym czasie rodzi się nowy charyzmat. Wraz z Antonim Wielkim, Pachoniuszem i innymi Ojcami Pustyni rodzi się życie konsekrowane. To ten charyzmat, w którym my uczestniczymy i który dzisiaj uroczyście świętujemy. Po co Pan Bóg wzbudza życie konsekrowane? (Nie chcę się tutaj zastanawiać i przyglądać kolejnym postaciom, bo to widać na nich bardzo wyraźnie. Lecz to wydłużyłoby tę konferencję niepomiernie.) Po co to czyni? Po to, by widoczna była pascha Jezusa Chrystusa w Kościele. Mówią dokumenty kościoła, że życie konsekrowane jest w Kościele pierwsze, ma pierwszeństwo, jak to się mówi ładnie po włosku „nell’ordine del segno” to znaczy „w porządku znaku”. Życie konsekrowane ma być znakiem. Mówimy - Jezusa Chrystusa, owszem Jezusa Chrystusa, ale nade wszystko Jego życia, a to znaczy Jego paschalności. Aby ludzie mogli to widzieć. Aby to stawiało im znaki zapytania i wzywało ich do nawrócenia, i pokazywało im, że Bóg jest mocny w ludzkiej słabości. Aby widać było tę miłość agape. I to jest pierwotny i zasadniczy sens życia konsekrowanego. Być znakiem. Być znakiem paschy Jezusa Chrystusa.

    Trzy śluby, które my składamy, to trzy wymiary paschy, o której wspomniałem. Pascha w przyrodzie, odnosząca się do cielesności, pascha Izraela odnosząca się do tego, co psychiczne, do duszy i pascha Jezusa Chrystusa odnosząca się do tego wymiaru najgłębszego, czyli ducha. Dokładnie taką samą rolę pełnią ubóstwo, czystość i posłuszeństwo. Nie przypadkiem wymieniłem je właśnie w takiej kolejności.

Paschalność ubóstwa

    Zaczynam od tego, co najbardziej proste, co jest najłatwiejsze. Od czegoś musi się zacząć. Bo jeśli się nie zacznie od fundamentu, od rzeczy prostych, to potem nie da się budować domu od komina. Ja wiem, że tak się przyzwyczajono, zwłaszcza po Soborze, że zaczyna się wszystko na czystości. Także w formułach ślubów zakonnych zaczyna się od czystości, no bo to najpiękniejszy ślub. Ale nie! Czystość jest w istocie na drugim miejscu. Czemu najpierw ubóstwo? Na czym polega ubóstwo? To jest, drodzy Ojcowie i Siostry, doświadczanie paschy Jezusa Chrystusa w swoim ciele. Ubóstwo polega na tym, że ja moje bezpieczeństwo cielesne oddaję w ręce Pana Boga. To znaczy, wydaję się na śmierć na poziomie ciała. Gdybyśmy przyjrzeli się naszym założycielom, zobaczylibyśmy, że tak funkcjonowali. To ubóstwo się nam tak ładnie rozłożyło, że praktycznie rzadko go doświadczamy. A gdy go doświadczamy w naszych wspólnotach, to mamy pretensje do tych, którzy za te wspólnoty są odpowiedzialni, że nie zadbali o to, co trzeba. Natomiast do istoty życia konsekrowanego należy doświadczanie ubóstwa wraz z jego konsekwencjami, żeby mieć to jasne doświadczenie, żeby też widzieli to inni, że Bóg daje mi życie na poziomie cielesnym. Ja kiedyś żartowałem sobie, bo pamiętacie, jak przygotowywano te nowe ubezpieczenia w III Rzeczypospolitej, zapomniano o zakonnikach. Księży diecezjalnych ujęto, siostry zakonne też, a o zakonnikach zapomniano. Jakoś to naszym prawodawcom umknęło. Mówiłem wtedy, że to bardzo dobra rzecz, opatrznościowa, bo o to właśnie o to chodzi, że o zakonników, także siostry zakonne dba Pan Bóg. To się tak bardzo sprzeciwia naszej współczesnej mentalności, że wydaje nam się to zupełnie wzięte nie wiadomo skąd, z księżyca. Tak, bo to rzeczywiście jest z nieba. Wszyscy zakonodawcy od początku, od Antoniego Wielkiego począwszy, zaczynali swoje życie od głębokiego doświadczenia ubóstwa. Antoni poszedł na pustynię i nie miał nic. I doświadczał, jak Pan Bóg mu pomagał. Można, by wymieniać wszystkich zakonodawców. Ja mogę mówić wiele o św. Ignacym, ale, zwłaszcza franciszkanie, o św. Franciszku, który - wiemy - jak patrzył na ubóstwo. Papież dzisiejszy podkreśla to bardzo mocno, św. Ignacy nazywał ubóstwo murem obronnym zakonu. Ten mur się pokruszył dosyć mocno. Ale rzecz istotna polega na tym, że ja wchodzę w paschę Jezusa Chrystusa w moim ciele. Pokazując, że Bóg dba o moje życie fizyczne, we wszystkich tych wymiarach. Pan jest bezpieczeństwem mojego życia fizycznego. I to jest, drodzy Bracia i Siostry, rzecz najbardziej podstawowa, powiedziałbym prymitywna, pierwsza. Jeśli ona nie funkcjonuje, nie funkcjonują następne. Dlatego też w tradycji Kościoła jako pierwsze wymieniano ubóstwo. Wydać się w ręce Pana Boga w mojej cielesności.

Paschalność czystości

    Czystość na czym polega czystość? Czystość to nie jest tylko wstrzemięźliwość seksualna. To jest straszne uproszczenie, zwłaszcza że Kościół mówi też o czystości małżeńskiej. Czystość to jest pascha Jezusa Chrystusa, którą przeżywamy na płaszczyźnie naszej psychiki. A nasza psychika utkana jest z relacji. Czystość to znaczy postawić relację z Bogiem, z Jezusem Chrystusem, radykalnie, na pierwszym miejscu, pozbywając się innych relacji. I owszem, wchodząc w te inne relacje, ale poprzez relację do Jezusa Chrystusa. Poprzez relację do Pana Boga. Na sposób już przemieniony. To znaczy, że ja na tej płaszczyźnie, jak w przypadku ubóstwa na poziomie ciała, wchodzę też w swoistą śmierć. Bo coś niezwykle ważnego we mnie obumiera. Bo wszyscy, wbrew temu, co głosi genderyzm, jesteśmy albo mężczyznami, albo kobietami i tak stworzonymi przez Pana Boga, że przeznaczonymi jedni dla drugich. Kobieta nie jest pełnym człowiekiem bez mężczyzny. Tak samo mężczyzna bez kobiety. Więc jeśli ja ucinam te relacje, rezygnuję z nich, wydaję na śmierć moją psychikę to znaczy, że się ze mnie zrobi wielkie dziwadło. Co się zresztą dzieje. Starzy kawalerzy, stare panny, można to samo mówić o zakonnikach, sami wiecie, jak wygląda życie w naszych wspólnotach. Ponieważ, jeśli są osoby o tej samej płci zebrane razem, wzmacniają cechy tej płci. To wystarczy zobaczyć, czym się różnią domy zakonne mężczyzn od domów zakonnych kobiet. Skrajne różnice, nie będę tutaj wchodził w szczegóły. Ale też oznacza to coś znacznie większego. Bo ten brak dopełnienia przez płeć przeciwną nie tylko prowadzi do pewnych skrajności, które bywa, że graniczą z wariactwem, ale także do pozbawienia się rzeczy niesamowicie ważnych, fundamentalnych dla rozwoju człowieczeństwa. Ojcostwo i macierzyństwo. Nie mówcie, że duchowe ojcostwo i duchowe macierzyństwo zastąpi faktyczne ojcostwo i faktyczne macierzyństwo. To jest jednak zupełnie co innego. I to prowadzi do cierpienia i do obumierania, może macie już dojmujące tego doświadczenia. I to należy do czystości. I to jest faktycznie umieranie, nie mówmy, że nie jest. Nie próbujmy sobie tego osładzać. Bo to chce nam osłodzić Pan Bóg. Jeśli ja wchodzę w paschę na tym poziomie, w paschę Jezusa Chrystusa, ufając Bogu i ryzykując, że zdziwaczeję, że stanę się starą panną, starym kawalerem. Co się dzieje? Jeśli ufam Panu Bogu, nie wiem, bo, tak jak i w przypadku ubóstwa, tracę kontrolę nad moim życiem w tym wymiarze. Ale Pan Bóg sprawia, że moja czystość staje się płodna, że staje się piękna. Lecz to On sprawia, nie my. I nic nie dzieje się automatycznie, bo Pan Bóg nie jest automatem. Jest najwyższą wolnością, bo jest najwyższą Miłością, dlatego w przypadku każdego będzie się to działo inaczej. I za każdym razem będzie się to działo inaczej. To jest kwestia tej postawy bycia dla miłości agape, wydaję się w ręce Pana Boga na tej niezwykle ważnej płaszczyźnie, ufając, że Pan Bóg z tego, co we mnie obumiera, wskrzesi nowe życie, które nie wiem jak będzie wyglądało. Ufam. Rozumiecie. To jest pascha czystości. Oczywiście, że do tego wszystkiego także należy w naszym przypadku wstrzemięźliwość seksualna, to jasne. Ale to jest tylko jeden z podrozdziałów. Nawet nie z rozdziałów czystości.

Paschalność posłuszeństwa

    Wreszcie przechodzimy do najważniejszego i najbardziej poważnego ślubu i wymiaru człowieka i życia konsekrowanego, gdzie się rozgrywa pascha Jezusa Chrystusa w nas. To posłuszeństwo. W gruncie rzeczy rzecz najtrudniejsza, bo kwestionująca nas już nie tylko w wymiarze cielesnym, już nie tylko w wymiarze psychicznym, ale w wymiarze duchowym, bo cała nasza jednostkowość, cały sens naszego życia polega na tym, że zrealizujemy się jako osoby wolne. Mówią Ojcowie Kościoła, że to, w czym najbardziej jesteśmy do Pana Boga podobni to wolność, tak mówi święty Augustyn. Orygenes czy Klemens Aleksandryjski, a więc Szkoła Aleksandryjska będzie twierdziła, że to rozum. Ale czy to rozum, czy wolność, na dobrą sprawę wszystko jedno. Bo kiedy ja mam być posłuszny i być pionkiem przełożonych, to kwestionuje to i mój rozum i moją wolność. Oddaję to, co najcenniejsze i to, co czyni mnie najbardziej osobą, co najbardziej upodabnia mnie do Pana Boga w tym sensie, że Bóg jest Stwórcą i my przez naszą wolność jesteśmy twórczy i że Pan Bóg nie stworzył nas jak kołki w płocie. Każdy jest inny. Nie było, nie ma i nie będzie takiej osoby jak Wy, jak każda z Was, drogie Siostry czy drodzy Ojcowie. To, że się ubieracie jednakowo, to już to pokazuje, że nie ma w was ekspresji tego, bo ubiór jest wyrazem tego, co jest w człowieku. Właśnie wydajemy swoją wolność, to co najcenniejsze, ryzykujemy śmierć w najgłębszym, najpiękniejszym wymiarze naszego życia. W wymiarze wolności. Ludzie oddają życie za wolność. A my dajemy ją ufając, że Pan Bóg zrobi z tego coś nowego, coś pięknego. Nie wiemy co. Ufając, tak jak Jezus Chrystus jako człowiek ufał swemu Ojcu, idąc na Krzyż w swoim ubóstwie, czystości i posłuszeństwie. Jak ufała Najświętsza Maryja Panna. Można, by podawać cały szereg przykładów. Widzimy to w świętych. Ta najbardziej znana polska święta s. Faustyna, która była i uboga, i czysta, i bardzo posłuszna, we wszystkim posłuszna, stała się osobą niezwykle twórczą. Jej „Dzienniczek” przebija nakładami wydania wszystkich książek naszej noblistki czy naszych pisarzy. Tłumaczony jest praktycznie na wszystkie języki świata. Coś niesamowitego. A była tak posłuszna. Nawet ten „Dzienniczek” pisała z posłuszeństwa. Zobaczcie, co Pan Bóg może zrobić. Jakie życie może dać tam, gdzie ktoś idąc za Jezusem Chrystusem wchodząc w Jego paschę na tych wszystkich trzech poziomach, także na tym trzecim poziomie, powierza się Jemu i pozwala działać Duchowi Świętemu.

    Po to mamy życie konsekrowane w Kościele, aby się ujawniała moc Jezusa Chrystusa, aby widoczna była Jego pascha. Ja sobie tutaj napisałem przykłady, ale już zostało nam tylko parę minut. Można byłoby zobaczyć, spojrzeć tylko na patronkę dnia dzisiejszego, Maryję, która była i uboga. Wystarczy spojrzeć na to cośmy niedawno świętowali, w jakim ubóstwie rodziła Jezusa. W jakim ogołoceniu. My o tym nawet nie myślimy, bo nam te wszystkie polskie kolędy „ Lulajże Jezuniu...” i tak dalej, osładzają coś, co w gruncie rzeczy jest rzeczą, jakiej sobie nikt nie życzy, bo kto rodzi dziecko w stajni, to jest najgorsze miejsce na poród. Maryja wchodzi w skrajne ubóstwo opierając się o Boga. I Pan Bóg daje Jej bezpieczeństwo, nie umiera, chociaż ryzykuje życie. Wtedy bardzo wiele kobiet umierało z powodu zakażeń okołoporodowych. A jak mówię, stajnia to najgorsze miejsce. Chociażby ten przykład. Można by pokazywać cały szereg innych przykładów. I czystość Maryi. Ona, która jest poślubiona Józefowi i przyjmuje wolę Boga. Podkładając bombę pod swoją relację z mężczyzną, którego poślubiła. W dodatku jeszcze ryzykując życie, bo karą za cudzołóstwo było ukamienowanie. Ale stawia relację z Bogiem na pierwszym miejscu, zostawiając relację, która wydawać by się mogło, była najważniejszą, dla wielu ludzi jest najważniejszą, relacja małżeńska i nie wie, co Pan Bóg z tym zrobi. Jest ciekawą rzeczą, że nie mówi nic Józefowi, przecież mogła iść i mu tłumaczyć. Nic mu nie mówi. Ojcowie Kościoła się bardzo nad tym zastanawiają, czemu Maryja nie poszła i nie wytłumaczyła wszystkiego Józefowi. Może by tego nie przyjął. Kto wie. I mówią że Maryja miała tak wielką ufność do Pana Boga, że powiedziała sobie: „kimże ja jestem, żeby wchodzić między Boga a niego, kimże ja jestem...” i Pan Bóg, jak wiemy, tę sytuację zmienia, interweniuje i przez anioła wzywa we śnie Józefa, aby przyjął Maryję. Ale możemy zobaczyć też, jak Maryja doświadcza czystości w stosunku do swojego Syna. W tej relacji ludzkiej, do Swojego Syna Jezusa. Jak Jezus się zachowuje w stosunku do Niej, jak mówi do Niej „Niewiasto”, jak mówi „Kto jest moją Matką, którzy są moimi braćmi? To ci, którzy słuchają Słowa Bożego i zachowują je.” Tak jakby się oddzielał, jakby podkreślał dystans. Od razu pokazuje, gdzie jest właściwa relacja. Maryja nie czuje się w tym zagubiona, bo Ona była pierwszą, która Słowa słuchała, ale widzimy jak mocno jest pokazane, że nie ludzkie relacje psychiczne są tu decydujące. Bo gdyby Maryja budowała swoje szczęście w oparciu o ludzką relację matki do syna, byłaby najnieszczęśliwszą z matek na ziemi. Bo nie ma dla matki większego nieszczęścia niż stać pod krzyżem, pod szubienicą swojego dziecka, skazanego na śmierć, odrzuconego, pohańbionego i umierającego w straszliwych męczarniach Ale budowała tę relację zupełnie na czymś innym. Tak zresztą jak i sam Jezus. Tym fundamentem był Bóg i Jego Miłość. No i wreszcie posłuszeństwo to, które też widać w Zwiastowaniu i na innych etapach jej życia, jak idzie za wezwaniem Pana Boga i jak wchodzi w rzeczy absurdalne, których nie rozumie, bo absurdu się nie rozumie. Jak przechowuje je w swoim sercu i rozważa, bo rozum ludzki mówi jej, że to jest bezsens, a z drugiej strony wie,  że za tym stoi Bóg i że to ma jakiś sens, którego nie jestem w stanie teraz pojąć, ale który z czasem się objawia. I kończy się radością Zmartwychwstania, czego i nam wszystkim życzę!


[1] Peut-on connaître Dieu en Jésus-Christ?, Cerf,  Paris1969.